Dlaczego nawet 40% studentów w Polsce nie kończy ich dyplomem? Dropout a systemowe wsparcie na uczelni

REKLAMA
REKLAMA
Uczelnie nie powinny traktować rezygnacji studentów wyłącznie jako indywidualnych porażek, lecz jako systemowe wyzwanie, które można diagnozować, monitorować i ograniczać poprzez lepszą organizację studiów, komunikację, wsparcie oraz poprawę doświadczenia studenta – pisze Adam Przymusiała, prezes Akademusa.
- Dropout w Polsce – dlaczego studenci porzucają studia?
- Dropout to problem systemowy, nie tylko osobisty
- Pierwszy rok jest kluczowy
- Praktyka pomaga zrozumieć sens teorii
- Komunikacja i cyfryzacja mogą zapobiegać rezygnacjom
- Lepsza informacja przed rekrutacją ogranicza rozczarowanie
- Nie wszystko jest dla wszystkich
- Podsumowanie
Dropout w Polsce – dlaczego studenci porzucają studia?
W Polsce nawet około 40% osób rozpoczynających studia nie kończy ich dyplomem, a największe ryzyko rezygnacji występuje na pierwszym roku. Ostatnio, podczas prezentacji Akademusa na jednym Uniwersytetów dowiedziałem się, że już w pierwszym roku znika tam średnio około 30% studentów (!). Nie jest to wyjątek, lecz część szerszego problemu obecnego na wielu uczelniach.
Dropout generuje poważne konsekwencje dla uczelni. Utrudnia planowanie zajęć, wykorzystanie sal, organizację pracy i zarządzanie finansami, ponieważ koszty funkcjonowania pozostają podobne, a liczba studentów - od której zależy część finansowania - maleje. Zjawisko to wpływa również na atmosferę akademicką: gdy wiele osób odchodzi, pozostali studenci i pracownicy mogą tracić motywację oraz zaczynać kwestionować sens dalszego zaangażowania.
Rezygnacja ze studiów rzadko jest nagłą decyzją. Częściej stanowi efekt narastających trudności: dezorientacji, rozczarowania programem, braku praktyki, problemów administracyjnych, słabej komunikacji, poczucia anonimowości lub niedopasowania wyobrażeń o kierunku do rzeczywistości. Dlatego uczelnia powinna obserwować sygnały ostrzegawcze, takie jak frekwencja, oceny, brak zaangażowania czy trudności adaptacyjne.
REKLAMA
REKLAMA
Do najważniejszych sposobów ograniczania dropoutu zaliczyłbym:
- lepsze monitorowanie danych o studentach,
- szybsze reagowanie na problemy,
- ograniczenie biurokracji i cyfryzację procesów,
- jasną komunikację oferty wsparcia,
- większą obecność praktyki już na początku studiów,
- przejrzyste prezentowanie programów kształcenia kandydatom,
- poprawę infrastruktury i tworzenie miejsc do odpoczynku oraz integracji,
- rozwijanie mentoringu, współpracy z pracodawcami i działań adaptacyjnych dla studentów pierwszego roku.
Dropout to problem systemowy, nie tylko osobisty
Najważniejsza zmiana perspektywy może polegać na odejściu stwierdzenia: „student sobie nie poradził”. Część osób zawsze będzie rezygnować z powodów prywatnych, losowych lub zawodowych, to duża część decyzji o odejściu wynika z doświadczenia, jakie uczelnia tworzy w pierwszych miesiącach studiowania.
Można to porównać do pierwszych tygodni w nowej pracy. Jeśli nowy pracownik nie wie, do kogo się zwrócić, nie rozumie zasad, nie widzi sensu swoich zadań i nie czuje się częścią zespołu, szybciej zacznie rozważać odejście. Podobnie student pierwszego roku potrzebuje orientacji, jasnych informacji, poczucia celu i relacji z ludźmi.
Pierwszy rok jest kluczowy
Najwięcej rezygnacji pojawia się na pierwszym roku. To wtedy początkowy entuzjazm może zmienić się w zniechęcenie. Student zderza się z nowym środowiskiem, językiem akademickim, procedurami, wymaganiami i często abstrakcyjnymi przedmiotami podstawowymi.
Jeśli uczelnia dobrze wesprze studenta w tym okresie, rośnie szansa, że zostanie na dłużej. Działania wobec studentów pierwszego roku nie jako koszt, lecz inwestycja. Student, który przetrwa pierwszy rok i poczuje sens studiowania, częściej będzie chciał ukończyć co najmniej pierwszy stopień studiów.
REKLAMA
Praktyka pomaga zrozumieć sens teorii
Jednym z najważniejszych powodów rezygnacji jest brak widocznego związku między programem studiów a przyszłą pracą. Studenci coraz częściej podejmują decyzje pragmatycznie: chcą wiedzieć, po co uczą się danego przedmiotu i jak wykorzystają tę wiedzę zawodowo.
Problem pojawia się szczególnie wtedy, gdy na początku studiów dominują przedmioty teoretyczne, a nikt nie tłumaczy, dlaczego są potrzebne. Dla części studentów może być niejasne, dlaczego osoba marząca o pracy w konkretnym zawodzie musi najpierw uczyć się chemii, fizyki, ekonomii czy innych podstaw.
Rozwiązaniem może być wcześniejsze wprowadzanie elementów praktycznych: zajęć pokazujących zastosowania wiedzy, kontaktu z pracodawcami, mentoringu, wizyt studyjnych czy przedmiotów wprowadzających do danej dziedziny. Dzięki temu student widzi kierunek drogi, nawet jeśli na początku musi przejść przez trudniejsze podstawy.
Komunikacja i cyfryzacja mogą zapobiegać rezygnacjom
Uczelnie często mają wiele form wsparcia, ale studenci o nich nie wiedzą. Z perspektywy pracowników pewne informacje wydają się oczywiste, jednak dla nowych studentów mogą być zupełnie nieczytelne. Dotyczy to zarówno pomocy psychologicznej, doradczej czy mentoringowej, jak i zwykłych procedur: gdzie kliknąć, gdzie złożyć dokument, do kogo napisać, jak rozwiązać problem.
Dużą barierą pozostaje także biurokracja. Konieczność osobistego załatwiania spraw, zbierania podpisów, pieczątek i papierowych dokumentów może pogłębiać frustrację. Dlatego ważnym elementem działań jest wdrażanie elastycznych systemów informatycznych, oraz rozwijanie narzędzi do monitorowania i prezentowania programów studiów.
Cyfryzacja nie jest tu celem samym w sobie. Ma pomóc uczelni szybciej zauważać problemy i sprawniej reagować. Jeśli dane o frekwencji, ocenach czy aktywności studenta zostaną połączone, uczelnia może wcześniej dostrzec, że dana osoba potrzebuje pomocy.
Lepsza informacja przed rekrutacją ogranicza rozczarowanie
Część studentów rezygnuje, ponieważ ich wyobrażenie o kierunku nie zgadza się z rzeczywistością. Nazwa studiów może brzmieć atrakcyjnie, nowocześnie lub modnie, ale po rozpoczęciu nauki okazuje się, że program wygląda inaczej, niż kandydat oczekiwał.
Dlatego uczelnia powinna lepiej (np. online, prosto z systemu) prezentować programy, sylabusy i wymagania jeszcze przed podjęciem decyzji o rekrutacji. Jeśli kandydat wcześniej zobaczy, czego będzie się uczyć, jakie przedmioty go czekają i z jakimi kompetencjami wyjdzie po studiach, łatwiej podejmie świadomy wybór.
Nie wszystko jest dla wszystkich
Część rezygnacji jest naturalna i nie należy za wszelką cenę zatrzymywać wszystkich studentów. Nie każdy wybór kierunku okaże się trafny, a zmiana decyzji bywa rozsądna. Celem nie jest obniżanie wymagań ani sztuczne zatrzymywanie każdego, lecz usunięcie barier, które niepotrzebnie wypychają studentów z uczelni.
Poprawa infrastruktury, systemów informatycznych czy programów wsparcia wymaga pieniędzy i czasu. Niestetym, koszty dropoutu również są wysokie. Puste sale, niestabilne finansowanie, słabsza motywacja i utrata studentów to realne straty. Dlatego działania wspierające studentów, zwłaszcza na pierwszym roku, należy traktować jako inwestycję w stabilność uczelni.
Podsumowanie
Dropout nie jest jedynie statystyką ani prywatnym problemem studentów. To sygnał, że uczelnia powinna uważnie przyjrzeć się swoim procesom, komunikacji, programom kształcenia, infrastrukturze i sposobowi wspierania nowych osób.
Student rzadko odchodzi z dnia na dzień. Zwykle wcześniej pojawiają się sygnały, które można zauważyć. Jeśli uczelnia potrafi je odczytać i odpowiednio wcześnie zareagować, ma realną szansę ograniczyć liczbę rezygnacji.
Skuteczna odpowiedź na dropout nie polega na jednym wielkim rozwiązaniu, lecz na wielu mniejszych krokach: jaśniejszej informacji, mniejszej biurokracji, większej praktyczności zajęć, lepszej adaptacji, przyjaznej przestrzeni i poczuciu, że student nie jest pozostawiony sam sobie. To właśnie te elementy mogą przełożyć się na trwalszą relację z uczelnią i większą szansę na ukończenie studiów.
Autor: Adam Przymusiała, prezes Akademusa
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
